|
Blog > Komentarze do wpisu
Justin Somper "Wampiraci. Demony oceanu"
Nasza Księgarnia
Spytała mnie kiedyś koleżanka o książki dla młodzieży, w których występują piraci. ze wstydem wyznaję, że z lektur mojej młodości kojarzę tylko Kapitana Haka i Kapitana Palemona; na obrzeżach pamięci migocze mi jeszcze coś w dziewiętnastowiecznych powieściach morskich, bodajże u Sabattiniego, bo raczej nie u Verne'a?
Stąd, gdy na półce bibliotecznej moje krótkowzroczne oczy dostrzegły książeczkę o (nie)wdzięczneym tytule "Wampiraci", nie zwlekając, chwyciłam ją łapczywie. Radość moja wzrosła ogromnie, gdy okazało się, że wydała to Nasza Księgarnia, a tłumaczem jest nie kto inny jak mój ukochany Piotr W. Cholewa. Niestety, radość nie trwała długo, w zasadzie kilkanaście stron. Nie mogę powiedzieć, że jest to słaba książka, ale po tym wydawnictwie i tłumaczu, oczekiwałam czegoś lepszego. Największe rozczarowanie wynika z tego, że jest to pierwszy tom cyklu, a więc zawiera same pytania; a nie są przedstawione w sposób na tyle interesujący, bym sięgnęła po kolejne tomy w poszukiwaniu odpowiedzi. Przechodząc do meritum, czyli o czym, oprócz wampiratów oczywiście, jest ta książka. Dwójkę głownych bohaterów poznajemy w pewną sztormową noc roku 2505, kiedy to kolejny raz wysłuchują piosenki o wampiratach, śpiewanej im przez ojca-latarnika. Kim są wampiraci, ktoś mógłby zapytać. Jeśli uczył się słowotwórstwa to z pewnością się domyśli, jeśli nie... już wyjaśniam: to połączenie wampirów i piratów. Niewyjaśnione w pierwszym tomie pozostaje, czy to wampiry, które trudnią się piractwem, czy też piraci, którzy trudnią się wamp... ehm, są wampirami. W świecie powieści są czym na kształt naszego Latającego Holendra, tzn. nikt w nich nie wierzy, ale gdy stanąć z nimi oko w oko, okazuje się, że są jak najbardziej prawdziwi. A i są znakomici, by straszyć nimi niegrzeczne dzieci... Pierwszy króciutki rozdział wyraźnie charakteryzuje nam głównych bohaterów. Connor to siła, Grace to rozum, intiucja, a może i jakiś dar, w końcu to ona dostrzeże tajemniczy statek, którego pojawienie się uraduje ich ojca. Następnie mamy przeskok o 7 lat, czternastoletni bohaterowie (bliźnięta, co, sądząc po reakcji innych postaci, ma znaczenie) stoją nad grobem ojca. Sieroty (o ich matce nic nie wiadomo) mają do wyboru dwie drogi: albo zostaną adoptowani przez burmistrza i jego żonę, albo trafią do sierocińca. Żadna z opcji im nie odpowiada, nic zresztą dziwnego, bo przy obu paniach (właścicielce sierocińca i żonie burmistrza) (wam)piraci to najmilsze osoby pod słońcem. Cóż więc pozostaje naszym bohaterom? Ucieczka skradzioną łodzią na pełne morze. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie sztorm, w trakcie którego oboje wypadają za burtę. Connora ratują piraci, a Grace trafia na statek wampiratów. I niestety, w tym momencie cała reszta robi się już okropnie nudna... i, co uważam za największą wpadkę, nie jest ani straszno, ani śmieszno... jeno melodramatycznie. Zaryzykuje i spróbuję zgadnąć, co będzie w kolejnych tomach: na pewno tajemnica dotycząca matki bohaterów, a i kwestia z ich ojcem nie jest do końca jasna, skoro chłopiec słyszy w myślach jego głos. Sami wampiraci i tajemniczo dobry i niekrwiopijny kapitan statku... pewnie kwestia jakiejś klątwy, którą bohaterka będzie musiała zdjąć, by uratować Loranca Fureya, przystojnego osiemnastolatka o nieco zbyt bladej twarzy i nadwrażliwości na światło słoneczne. Pierścień... a nie, przepraszam, to nie ta bajka, tu mamy chyba niemagiczny medalion i już magiczne, choć połamane lusterko. Wybór pomiędzy więzami krwi a przyjaciółmi, to zadziwiające jak niezwykle przyjacielscy są zarówno piraci, jak i wampiraci. Po prostu jak rodzina. W tle walki pomiędzy zwolennikami tradycyjnego piractwa, czyli łup gdzie chcesz i kogo chcesz (kapitan Molucco Wrathe z dredami i wężem w miejsce gadającej papugi. Uprzedzę pytanie, wąż nie mówi, za to ma wymowne spojrzenie i uwielbia daktyle), a młodymi absolwentami Akademii Piractwa (Cheng Li, opanowana jak to Chinka, z kompleksem sławnego ojca - pirata, którego miecz, jak to Chinka, trzyma za pazuchą) zdaniem których są pewne reguły napadania na statki... itd. I jeszcze jedno, "Nasza Księgarnia" powinna jak najszybciej zmienić grafika, po ta strona książki aż woła o pomstę do nieba. środa, 20 sierpnia 2008, literaturka
|
|